• Zobacz • Dowiedz się • Zapytaj • Pomóż sobie i innym •

Wypaczona profilaktyka nie zapobiegnie rakowi piersi.

25 mar

Wypaczona profilaktyka nie zapobiegnie rakowi piersi.


„Efekt Angeliny” zwiększa świadomość, ale zainteresowanie pacjentek badaniami nie zawsze idzie w dobrym kierunku – twierdzą lekarze. Jak, kiedy i co badać żeby uchronić Polki przed rakiem? Zdaniem ekspertów system ochrony zdrowia nie daje na te pytania jednoznacznych odpowiedzi.

Jedne nie chcą badać się wcale, inne badają, ale niekończenie to co potrzeba. Lekarze mówią, że cieszą się z medialnego szumu jaki wywołało oświadczenie znanej aktorki Angeliny Jolie, która przyznała się do prewencyjnej, podwójnej mastektomii, ale dodają też zainteresowanie Polek swoim zdrowiem należałoby odpowiednio ukierunkować.

Badanie genetyczne w kierunku uszkodzenia genu BRCA1 zdaniem medyków nie zaszkodzi, ale warto korzystać też z tego co już teraz oferuje państwo. Z programu profilaktyki raka piersi, czyli bezpłatnych przesiewowych badań mammograficznych korzysta w najbardziej „zdyscyplinowanych” regionach kraju niewiele ponad 20 proc. kobiet objętych programem. – Fatalna zgłaszalność ma swoje widoczne skutki również  finansowe. Żeby profilaktyka przełożyła się na zyski ekonomiczne dla Państwa związane z lepszą przeżywalnością kobiet, zgłaszalność powinna utrzymywać się na poziomie 70-80 proc. populacji. To nie jest abstrakcyjny wynik, bo taki uzyskują na przykład Skandynawowie – mówi radiolog dr n. med. Maciej Postolski i dodaje, że utrzymujące się słabe wyniki zgłaszalności mogą spowodować, że płatnik wycofa się z finansowania programu.

 Eksperci twierdzą też, że ważne jest odpowiednie i kompleksowe zaopiekowanie się pacjentką, która już zgłosić się na badanie profilaktyczne. – Krucjaty mammobusów są jednym z najgorszych pomysłów, które kiedykolwiek powstały. Taki autobus jedzie gdzieś w Polskę, robi  mammografię i na tym akcyjność się kończy.  Później nie ma już żadnej logistyki – tłumaczy ginekolog Jacek Tulimowski.  – Kobiety dostają wynik badania pocztą i widzą jakieś niezrozumiałe hasła uzupełnione o adnotację: proszę o badanie ultrasonograficzne. Gdzie one mają zrobić to badanie jeśli mieszkają na głębokiej prowincji? Nikt tego dalej już nie pilnuje – podsumowuje Tulimowski.

Lekarze narzekają też na brak jasnych wytycznych dotyczących algorytmu badań. – Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej ma swoje zalecenia, sekcja mammograficzna Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Kardiologicznego ma swoje, a Polskie Towarzystwo Ginekologiczne jeszcze inne – tłumaczy Postolski. – Chyba nadszedł czas, żeby szefowie tych towarzystw i sekcji siedli i uzgodnili jakiś sensowny algorytm diagnostyczny, bo w tej chwili go nie ma – dodaje Postolski. Jego zdaniem nieścisłości w zaleceniach powodują, że lekarze działają w pewnej luce organizacyjnej, w której giną poszczególni pacjenci.

Medycy zachęcają do profilaktyki, ale wyłącznie do tej rozsądnej i zwracają uwagę na niebezpieczeństwa nadmiernego i w ich opinii wręcz niebezpiecznego trendu związanego z wykrywaniem raka. – Są firmy, które namawiają pacjentów: chodźcie ludzie zróbcie sobie markery nowotworowe. Czekać tylko aż się sprawa skończy w sądzie – ostrzega dr Andrzej Marszałek z laboratorium Synevo. – Już pomijam w tym momencie piersi, a weźmy na przykład brzuch. Idę robię markery wychodzą mi ujemne, źle się czuję więc biorę leki przeciwbólowe, po roku idę do lekarza ten robi badanie obrazowe okazuje się że w brzuchu rośnie rak – opisuje Marszałek i dodaje, że nie ma idealnego markera raka. – Jeśli mówimy o raku piersi największą swoistość do tego raka wykazuje marker CA 15-3, ale jeśli wartość tego markera jest podwyższona to jeszcze nie upoważnia mnie jako lekarza to postawienia jakiejkolwiek diagnozy – przekonuje Marszałek. Jego zdaniem badania są zasadne przede wszystkim przypadku pacjentów, którzy byli lub są leczeni, a traktowanie ich jako przesiewowych może spowodować więcej szkód niż pożytku.